Nowe przepisy zirytowały kierowców. Masowo niszczą i kradną znaki
W pierwszych dniach funkcjonowania strefy czystego transportu w Krakowie odnotowano kradzież lub zniszczenie około 20 znaków informujących o jej funkcjonowaniu. Wystawiono też pierwsze mandaty.
Strefa czystego transportu obowiązuje w Krakowie od 1 stycznia br. i obejmuje ponad 60 proc. powierzchni miasta. Uchwałę o jej wprowadzeniu miejscy radni przyjęli w połowie ubiegłego roku. Jeśli pojazd nie spełnia warunków określonych w uchwale, jego kierowca musi opłacić wjazd do strefy. Obecnie opłata wynosi 2,5 zł za godzinę, 5 zł za dzień i 100 zł za miesiąc. W kolejnych latach kwoty te będą rosnąć. Z płatności zwolnieni są mieszkańcy Krakowa spełniający szereg kryteriów.
W Krakowie niszczone są znaki SCT
Z doniesień Zarządu Dróg Miasta Krakowa wynika, że w pierwszych dniach funkcjonowania strefy stwierdzono 20 zniszczonych lub skradzionych znaków w 14 lokalizacjach. Sprawę zgłoszono na policję, zapowiedziano też przeglądanie monitoringu z miejsc, gdzie usytuowane były znaki. Koszt pojedynczego znaku wynosi 600 zł.
Dlaczego tablice są niszczone? Bo część kierowców jest bardzo niezadowolona z wprowadzonych zmian. Przekonują oni, że wdrożenie strefy narusza zasady równości wobec prawa. Szczególnie rozgoryczeni są mieszkańcy ościennych gmin. Przedstawiciele miasta ripostują, że strefę wprowadzono w trosce o mieszkańców, a celem jest poprawa jakości powietrza.
Setki kontroli i tylko 3 mandaty. Głównie za agresję
W ciągu pierwszych dni funkcjonowania strefy Straż Miejska Miasta Krakowa przeprowadziła około 500 wyrywkowych kontroli. Większość samochodów wjeżdżała do strefy zgodnie z przepisami. Odnotowano 61 wykroczeń, z czego w 58 przypadkach zakończyło się na pouczeniu. Trzech kierowców otrzymało mandat. Głównie za to, że byli agresywni wobec strażników i deklarowali dalsze niestosowanie się do przepisów.