Stany Zjednoczone nie wykluczają użycia siły. Tym razem chodzi o europejski kraj
Administracja prezydenta Donalda Trumpa rozważa różne opcje aneksji Grenlandii. Jeden ze scenariuszy przewiduje użycie sił zbrojnych. Poinformowała o tym Karoline Leavitt, rzeczniczka Białego Domu.
Kilka dni temu USA przeprowadziły atak na Wenezuelę, w ramach tej akcji porwano prezydenta kraju, Nicolasa Maduro oraz jego żonę. Od tego czasu coraz głośniej jest o interwencjach wymierzonych w kolejne kraje. Na liście pojawiły się już m.in. Kolumbia i Meksyk.
Posiadanie Grenlandii kluczowe dla USA
Karoline Leavitt przekazała mediom, że według Donalda Trumpa pozyskanie Grenlandii jest priorytetem bezpieczeństwa USA. Pozyskanie największej wyspy świata ma być kluczowe dla odstraszania przeciwników w regionie Arktyki. Stephen Miller, doradca prezydenta Trumpa, poszedł nawet krok dalej i stwierdził po prostu, że żyjemy w świecie rządzonym siłą, a sojusznicy USA nie będą walczyć z USA o Grenlandię. Jednocześnie zakwestionował on zwierzchność Danii nad wyspą.
Co na to Kopenhaga? Szef duńskiej dyplomacji, Lars Lokke Rasmussen, przypomniał, że Dania jest jednym z założycieli NATO, że Grenlandia jest częścią tego sojuszu, a jego kraj ufa członkostwu w Pakcie. Minister dodał przy tym, że Dania nie spełni amerykańskiego życzenia i nie odda wyspy. Z kolei premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen zaapelował, by nie ulegać "panice" po słowach prezydenta USA Donalda Trumpa. Zadeklarował też, że chce przywrócić dobrą współpracę z USA.
Europejscy przywódcy wspierają Duńczyków
Na wypowiedzi Amerykanów zareagowali już przywódcy kilu europejskich państw. Szefowie rządów Niemiec, Hiszpanii, Włoch, Wielkiej Brytanii, Francji oraz Polski ogłosili, że tylko Dania i Grenlandia mogą podejmować decyzje dot. swojej przyszłości. Podobną deklarację złożył premier Kanady Mark Carney, który oświadczył, że jego kraj będzie wspierać integralność oraz suwerenność Danii.