Żywnościowy niewypał z czasów PRL. Dziś wraca do łask
W czasach PRL-u Polacy nie mieli dostępu do szerokiej gamy produktów żywnościowych. Władza próbowała wypełnić pustki sklepowe niewielkim morskim skorupiakiem – krylem. Ten jednak nie zagościł w polskiej kuchni na stałe, a szkoda, bo posiada prozdrowotne właściwości.
Polska w latach 70. uczestniczyła w połowach krylu w rejonie Antarktyki. Ówczesne władze liczyły na to, że kryl stanie się odpowiedzią na rosnące problemy związane z dostępnością mięsa i niedoborem białka.
Krajowy zamiennik mięsa
Zaczęły pojawiać się konserwy z krylem, pasty kanapkowe, półprodukty, czy mrożonki, ale wszystko to ostatecznie spełzło na niczym. Kryl nie przyjął się w Polsce ze względu na specyficzny smak i konsystencję. Ktoś może teraz pomyśleć, jak niesmaczny musi być kryl, skoro nawet Polacy w latach 70. i 80. nie chcieli go konsumować.
Gwoździem do trumny okazały się kwestie technologiczne. Szybkie psucie się i konieczność oddzielania mięsa od pancerzyków to proces, który przerósł władze PRL.
Kryl dzisiaj
Kryl w istocie jest wartościowy pod względem zdrowotnym. Zawiera białko, kwasy omega-3 EPA i DHA, witaminę E, witaminę A, choliny, obecna jest również astaksantyna. To wszystko sprzyja pracy serca, chroni przed zakrzepami, wspiera zdrową skórę i oczy. Nic tylko jeść.
Mimo walorów, kryl nie występuje powszechnie w naszej części świata i nie zdobył polskiej kuchni. Niemniej może okazać się dobrym uzupełnieniem diety. Olej z kryla już tak egzotyczny nie jest i można go nabyć bez większych problemów. Suplementacja rządzi się jednak swoimi prawami i zanim sięgniesz po olej z kryla, warto skonsultować się z lekarzem.