Rząd bierze się za OZE. Branża nie jest zachwycona nowym pomysłem
Rząd planuje nowelizację Prawa energetycznego, która ma zwiększyć przejrzystość przyłączania odnawialnych źródeł energii do sieci i uwolnić zablokowane moce. Jednak branża bije na alarm i mówi o swoich obawach.
Wiceminister energii Wojciech Wrochna przekonuje, że zmiany “uporządkują rynek i ograniczą spekulacje”, jednak branża OZE ostrzega przed ryzykiem strat i działaniem prawa wstecz.
Ustawa jest po to, żeby model wydawania warunków przyłączenia usystematyzować, uczynić bardziej transparentnym, tańszym, mniej spekulacyjnym. Rozwiązania, które wprowadzamy próbują system uzdrowić i dać jak najszybciej szanse powstawania projektom dobrym i zdrowym, które będą dawały najlepszy zwrot z kapitału.
Nadchodzą zmiany w przepisach OZE, będą większe zaliczki
Jak poinformował Wrochna, w Polsce wydano warunki przyłączenia dla 240 GW, z czego 150 GW przypada na OZE. Resort wskazuje, że wiele projektów nigdy nie powstało, a część mocy jest zablokowana przez duże firmy posiadające większość pozwoleń. Nowe przepisy mają wymusić realizację inwestycji i nałożyć większą odpowiedzialność na operatorów sieci.
Rząd chce też wprowadzić publiczne platformy informujące o dostępnych mocach oraz zwiększyć zaliczki z 30 do 60 zł za każdy kilowat wnioskowanej mocy, przy limicie 6 mln zł. Pojawi się też opłata do 100 tys. zł za rozpatrzenie wniosku i obowiązek złożenia zabezpieczenia finansowego.
Zwiększamy kwotę zaliczki wnoszonej przy wnioskowaniu o warunki przyłączenia, ale ona nie była zmieniana od 17 lat, a koszty realizacji przyłączeń, koszty procedowania wniosków w tym czasie wzrosły drastycznie. To nie jest wysoka zaliczka dla podmiotów, które chcą realizować duże, poważne inwestycje.
Nowelizacja skróci ważność warunków przyłączenia z dwóch lat do roku i wprowadzi tzw. kamienie milowe, które mają eliminować projekty nierealizowane. Branża OZE ostrzega jednak, że część przepisów może uderzyć w inwestorów już prowadzących projekty.
Branża bije na alarm
W liście do premiera Donalda Tuska przedsiębiorcy alarmują, że dla wielu firm nowe obciążenia finansowe mogą sięgać dziesiątek milionów złotych. Resort odrzuca te zarzuty. Wiceminister Wrochna uważa, że przepisy nie działają wstecz.
Dla tysięcy inwestorów – w większości polskich firm – oznacza to ryzyko utraty wielomilionowych środków, które zostały zainwestowane zgodnie z obowiązującym prawem. W skrajnych przypadkach nowe obowiązki finansowe mogą sięgać kilkunastu–kilkudziesięciu milionów złotych na jeden projekt, bez gwarancji, że inwestycja będzie mogła zostać zrealizowana, z uwagi na niezależne od inwestora czynniki.