Afrykański kraj otwiera drzwi dla juana. To sukces Chin i cios w dolara

Chiny umacniają swoją obecność w Afryce. Zambia stała się pierwszym krajem na tym kontynencie, który umożliwił opłacanie podatków w walucie Państwa Środka. 

Maciej Sikorski (Sikor)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Afrykański kraj otwiera drzwi dla juana. To sukces Chin i cios w dolara

Wspomniane opłacanie podatków nie dotyczy oczywiście szeregowych obywateli – chiński juan nie wypełni nagle ich portfeli. Sprawa dotyczy podatków i licencji za wydobywanie minerałów, o czym poinformowała agencja Bloomberga.

Dalsza część tekstu pod wideo

Juan zyskuje na znaczeniu w Afryce. Przykładem Zambia 

Górnictwo stanowi ważną część gospodarki Zambii, surowce dominują w eksporcie tego kraju. Warto dodać, że mowa o państwie leżącym w tzw. Pasie Miedzionośnym, w którym znajduje się pokaźna część globalnych zasobów tego pierwiastka. Południowoafrykański kraj jest ważnym producentem, a Chiny największym konsumentem tego metalu.

Państwo Środka to nie tylko ważny odbiorca wspomnianego metalu, ale też wierzyciel Zambii. Ta ostatnia zadłużyła się u azjatyckiej potęgi na miliardy dolarów. I tu należy się dopatrywać przyczyn decyzji banku centralnego Zambii: posiadanie juana ma znacznie obniżyć koszty obsługi wspomnianego długu. Jesienią ubiegłego roku Kenia przekształciła część swojego chińskiego długu w juany, rozmowy w tej sprawie ponoć prowadzi już Etiopia.

Pekin rozpycha się łokciami w Afryce. Ułatwiają mu to USA

Chiny pożyczają krajom afrykańskim pieniądze m.in. na rozwój infrastruktury, w tym budowę dróg, lotnisk czy szkół. Niestety, towarzyszą temu korupcja i łamanie praw człowieka. A w dłuższej perspektywie proces prowadzi do uzależnienia kolejnych państw od Pekinu. Ten ostatni zdobywa potrzebne mu surowce, ziemię uprawną i kolejne rynki zbytu dla swojego eksportu. 

Działania w Afryce mogą ułatwić Chinom Stany Zjednoczone. Pod koniec 2025 roku pojawiła się informacja o odwołaniu niemal 30 amerykańskich ambasadorów i wysokich rangą dyplomatów. Tymi odwołaniami objęto aż 13 krajów afrykańskich. W ten sposób administracja Donalda Trumpa ma realizować strategii "Ameryka przede wszystkim" ("America First"). Krytycy tej decyzji przekonują, że działania te prowadzą do powstania próżni, którą wykorzystają Chiny, ale też np. Rosja.